Od jakiegoś czasu przyglądamy się burzy medialnej, a także swego rodzaju gorączce ustawodawczej, jaka towarzyszy pracom nad zmianami w ustawie o Państwowej Inspekcji Pracy, a przede wszystkim planowanemu przyznaniu nowych uprawnień inspektorom pracy – „przekształcania” na drodze decyzji administracyjnej (nakazu) umów cywilnych (a więc umów zlecenia, b2b etc.) – w umowy o pracę.
Historycznie rzecz ujmując, tylu emocji nie wzbudziła chyba żadna zmiana ustawy o PIP, czy też innego przepisu prawa pracy (łącznie z kontrowersyjnym swego czasu zakazem handlu w niedzielę). Nigdy też inspekcja pracy nie była tak często obecna w mediach, a co za tym idzie tak szeroko rozpoznawalna!
Niestety, jak wynika z dotychczasowego przebiegu wydarzeń i ostatnich wypowiedzi polityków z pierwszych stron gazet – inspekcja określana jest wyłącznie pejoratywnie. Dla pracowników inspekcji, a szczególnie inspektorów pracy, którym politycy tych samych wszystkich opcji, corocznie, w trakcie debaty sejmowej toczącej się przy okazji przyjmowania sprawozdania z działalności PIP, składają wyrazy uznania za pracę i zaangażowanie – to niewątpliwie przykry i chyba niczym nie zasłużony noworoczny „prezent”. Oto tylko kilka sformułowań: „jakiś urzędnik”, „samowola urzędników”, „przesadne uprawnienia”, „destrukcja firm”.
Dlatego też chcielibyśmy podzielić się z Czytelnikami siprp.pl oraz innymi osobami, którzy ochronę pracy w Polsce traktują poważnie, kilkoma refleksjami związanymi z całym tym medialnym zgiełkiem i festiwalem hmmm… nazwijmy to „niedoczytania” i wypowiadania się o sprawach o których nie ma się najmniejszego pojęcia.
Generalnie, idea zmian wydaje się słuszna, wszak nakaz taki miałby charakter stricte deklaratywny, bowiem tylko potwierdzałby stan faktyczny istniejący obiektywnie i dwukrotnie (wprost i à rebours) zdefiniowany w Kodeksie pracy. I to zresztą od wielu lat!
A w demokratycznym państwie prawnym, prawa po prostu trzeba przestrzegać! Dotyczy to chyba wszystkich, a egzekwowanie obowiązującego prawa od wszystkich – to podstawowy obowiązek szanującego się Państwa. Zresztą taka narracja jest przecież od kilku miesięcy bardzo modna – szkoda tylko, że widocznie nie dotyczy ona prawa pracy i gwarantowanych ustawowo, a nawet konstytucyjnie praw pracowniczych.
Przecież chodziło wyłącznie o wyposażenie Inspekcji w lepsze (a ma przecież do dyspozycji ich wiele) narzędzie, które będzie bardziej skuteczne w obronie praw osób wykonujących pracę zarobkową. Dla przypomnienia: są to także bliźni/obywatele/wyborcy* (wybierz właściwe).
A może w Polsce policjant będzie pytał się kierowców, czy wyrazili zgodę na zakaz przejeżdżania skrzyżowania na czerwonym świetle, czy wyrazili zgodę na przepuszczanie pieszego maszerującego po pasach, albo czy skarbówka będzie pytać się czy obywatel/podmiot gospodarczy raczy zapłacić należny podatek? Bo na razie, w tych czy innych podobnych sprawach decyduje wszak „jakiś urzędnik”, „jednoosobowo”, i „samowolnie”, i bez nijakiej zgody osoby/podmiotu łamiącego prawo !
Niestety, tryb wprowadzania w legislacyjne życie tej słusznej co do zasady idei – delikatnie rzecz ujmując – nie był najlepszy. Z naszego punktu widzenia, szczególnie niezrozumiałe było praktycznie nieuwzględnianie stanowiska organizacji eksperckiej, głównego użytkownika tego prawa – czyli Państwowej Inspekcji Pracy. Nota bene Inspekcja jest szczególnie, wręcz żywotnie, zainteresowana jakością i skutecznością proponowanych zmian – jest wszak odpowiedzialna za ich wdrożenie i funkcjonowanie .
Z drugiej strony, prezentowane w ostatnich miesiącach w mediach opinie kierownictwa Inspekcji okazały się (oczywiście z dzisiejszej perspektywy) – chyba nazbyt entuzjastyczne czy też optymistyczne. W kontakcie ze światem wielkiej polityki zabrakło nam chyba trochę naturalnej dla instytucji stosującej prawo „ostrożności procesowej”. Na pewno było to działanie w dobrej wierze, a może po prostu w odniesieniu do brutalnej walki politycznej – po prostu naiwne. Ale w sumie szkoda tego (zresztą zupełnie niedocenionego), emocjonalnego i empatycznego zaangażowania Inspekcji – w nie swój przecież projekt.
Jak się wydaje, podstawowym i bardzo poważnym błędem projektodawcy (zaznaczmy to po raz kolejny, że w żadnym zakresie nie była to PIP), który już na samym początku procedowania wytrącił z ręki argumenty zwolennikom zmian – był zapis o rygorze natychmiastowej wykonalności decyzji w zakresie ustalenia/potwierdzania istnienia stosunku pracy i powiązanie tego rozstrzygnięcia z bezwzględnym obowiązkiem niezwłocznego odprowadzenia przez pracodawcę składek na ubezpieczenia społeczne, należności podatkowych, wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, dodatku za pracę w porze nocnej, wynagrodzenia za nadgodziny itd. itd. W dodatku z mocą wsteczną (najczęściej wspominano tu o okresie 3 lat). Takie rozwiązanie musiało wzbudzić, i oczywiście wzbudziło, ogromne niezadowolenie organizacji przedsiębiorców. Co zresztą można zrozumieć.
Można było by pokusić się o stwierdzenie, że żadnej procedurze administracyjnej nie jest znane rozwiązanie, które pociąga za sobą tak daleko idące skutki finansowe już na etapie decyzji pierwszoinstancyjnych. Co do zasady wykonalność decyzji administracyjnych jest zazwyczaj powiązana z ich ostatecznością, a więc, w uproszczeniu, z rozpatrzeniem takiej sprawy również – w przypadku wniesienia odwołania – przez organ drugiej instancji, a potem przez sąd administracyjny.
Ale nikt już chyba nie raczył zauważyć („doczytać!”), że od reguły tej są wcale liczne wyjątki, dotyczące zresztą także tej samej deprecjonowanej obecnie inspekcji pracy. Od wielu lat inspektorzy pracy wydają wiele decyzji w obszarze bhp, czy (uwaga!) nakazujących wypłatę należnego wynagrodzenia, które podlegają natychmiastowemu wykonaniu na mocy samej ustawy o PIP. W 2024 r. tych pierwszych było ok. 20 000 , a tych drugich, wydawanych w sytuacjach nie budzących wątpliwości (o czym niżej) było ich prawie 6 000). Corocznie w obieg prawny trafia więc takich decyzji tysiące!. I jakoś to nikomu nadmiernie nie przeszkadzało i chyba nie przeszkadza! Firmy nie są przez PIP niszczone, gospodarka ma się raczej dobrze, a drastyczne naruszenia przepisów bezpieczeństwa pracy są skutecznie likwidowane. Przez owe „samowolne działania” inspektorów pracy (i w dodatku podejmowane przez „żadnej zgody” sprawców naruszeń) – w samym 2024 r. ocalono zdrowie lub życie ponad 77 000 bezpośrednio zagrożonych pracowników, a ponad 52 000 pracowników otrzymało należne im wynagrodzenia i inne świadczenia w kwocie ponad 97 000 000 zł !
Ale wracając do kontrowersyjnego projektu. Jak grzmią liczni politycy i eksperci, to niezgodne z Konstytucją, żeby urzędnik rozstrzygał kwestie, które należą do wyłącznej jurysdykcji sądów. Czy w odniesieniu do proponowanego nakazu rzeczywiście tak jest ? Otóż okazuje się, że zagadnienie analogiczne, dotyczące legalizmu ww. „nakazu płacowego”, który przecież również administracyjnie ingeruje w sferę umowną stosunku pracy zastrzeżoną do pewnego czasu wyłącznie dla sądów – rozstrzygnął już Trybunał Konstytucyjny (i co ważne: w starych, słusznych czasach). W uzasadnieniu postanowienia z dnia 13 lutego 2008 r. sygn. akt SK 5/07, Trybunał stwierdził, że nakaz płacowy, jako decyzja administracyjna, jest w pełni legalną instytucją prawną, niepozostającą w żadnej mierze w sprzeczności z postanowieniami i zasadami wynikającymi z przepisów Konstytucji.
Co do wspomnianej wyżej „bezsporności”: rzeczywiście, cechy stosunku pracy o których mowa w art. 22 Kp, i konieczne do uwzględnienia przesłanki, są niestety mało precyzyjne i mogą być różnie interpretowane. Dlatego też, na etapie wydawania decyzji przez organ pierwszej instancji, w wielu sytuacjach nie będzie możliwe jednoznaczne przesądzenie co do trafności przyjętego rozwiązania, które wszak „automatycznie” miało powodować lawinowe skutki finansowe dla przedsiębiorcy.
Ale, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można stwierdzić, że w przypadku jakichkolwiek wątpliwości inspektor pracy nie będzie regulował kwestii istnienia stosunku pracy w trybie nakazu. Dlaczego? Bo związane jest to z nadmiernym ryzykiem i odpowiedzialnością za wydanie bezprawnej decyzji. Inspektorzy pracy, wbrew przytoczonym wyżej określeniom – są osobami wykształconymi, myślącymi i odpowiedzialnymi. Dodatkowo (co jest niewątpliwą ciekawostką) nie są oni przez urząd ubezpieczani od odpowiedzialności cywilnej za skutki wydania błędnych decyzji. Więc każdą decyzję, przed jej wydaniem oglądają, i to „ze wszystkich stron”, tym bardziej szczegółowo. Dowodem rozwagi i profesjonalizmu inspektorów pracy jest nikły procent odwołań od doniosłych przecież w skutkach, a nieraz bardzo kosztownych dla kontrolowanego wspomnianych wyżej decyzji, polegających przecież na zatrzymaniu prowadzenia prac, odsunięciu pracowników od prac czy wstrzymania eksploatacji maszyn.
Wracając znów do kontrowersyjnej propozycji. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem – które byłoby lepiej odebrane i nie poddane takiej zmasowanej krytyce oraz nie wzbudziło kontrowersji – byłoby przyjęcie, że decyzja o ustaleniu stosunku pracy będzie wykonalna wówczas, gdy będzie miała walor ostateczności. Można było jeszcze przewidzieć uprawnienie dla sądu pracy do wstrzymania wykonania decyzji organu drugiej instancji lub przyjęcie, że od decyzji okręgowego inspektora pracy, będzie przysługiwało odwołanie bezpośrednio do sądu pracy.
I jeszcze jedno małe, ale istotne dementi. Nigdzie, w żadnej wersji projektu ustawy, Ministerstwo nie negowało prawa do odwołania się od decyzji inspektora pracy do sądu. A więc, w każdej wersji tego, słusznie krytykowanego projektu, istniała pełna kontrola sądowa nad nakazami w kwestii ustalenia istnienia stosunku pracy. Nieprawdziwy jest więc przekaz niektórych polityków i ekspertów, że jakoby to wyłącznie urzędnicy mieliby w tej kwestii decydować.
Oddzielnym problemem jest to, czy inspekcja pracy jest organizacyjnie i merytorycznie przygotowania do prowadzenia takich, co do zasady pracochłonnych i skomplikowanych postępowań, które poprzedzać muszą sam akt wydania decyzji administracyjnej. Zauważyć należy, że w ostatnich latach na organy inspekcji pracy nałożono szereg nowych zadań i obowiązków, z których Inspekcja „ostatkiem sił” stara się wywiązać. A teraz pojawić się ma kolejne, i to nie byle jakie!
Nie udało się (bo to chyba niemożliwe) określić, jaka miałaby być skala i ilość prowadzonych postępowań o ustalenie stosunku pracy, tak aby sprostać oczekiwaniom projektodawcy. Jasne, wpływ na skalę koniecznych do podjęcia działań miała mieć „ocena ryzyka”, ale przecież tak naprawdę ilość takich postępowań byłaby determinowana głównie przez skargi obecnych i byłych zleceniobiorców. I można założyć, że skarg takich będzie dużo. Zapewne tysiące.
Czy inspekcja udźwignie kolejne zadania i jaka będzie jakość tych postępowań? Czy nie ucierpi realizacja innych przypisanych inspekcji pracy zadań?
A czy organy PIP, czyli inspektorzy pracy, są merytorycznie przygotowani do prowadzenia tego rodzaju postępowań? Nie ma co ukrywać, że aktualnie, w codziennej pracy inspektora pracy zagadnienia dotyczące ustalenia stosunku pracy występują raczej marginalnie. Nie można założyć, iż np. kierowanie przez inspektorów pracy do sądów pracy powództw o ustalenie stosunku pracy – pozwala na nabycie tzw. praktycznej wiedzy w zakresie wydawania władczych rozstrzygnięć w zakresie, w którym dotychczas rozstrzygnięć dokonywały wyłącznie sądy. Należy zaznaczyć, że w zaproponowanym projekcie zmian ustawy o PIP nakaz obejmować miał nie tylko samo stwierdzenie istnienia stosunku pracy, ale też ustalenie podstawowych elementów umowy: wynagrodzenia, wymiaru czasu pracy, rodzaju zawartej umowy itp..
Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością przyjąć więc można, że w przypadku przyjęcia proponowanych rozwiązań, inspekcja pracy, dopiero na konkretnych przykładach uczyć się będzie procedury dokonywania takich ustaleń i rozstrzygnięć, czy też prowadzenia owych quasi-sądowych postępowań. Będzie to więc przez kilka lat (bo dopiero wtedy zapadną prawomocne rozstrzygnięcia sądów wydane w trybie odwoławczym) swego rodzaju „operacja na żywym organizmie”. Na pewno na realne efekty czy też skutki stosowania tego przepisu poczekać trzeba będzie kilka lat. Nie będzie prostego i szybkiego zwrotu środków przeznaczonych w zwiększonym budżecie PIP na realizację nowego zadania.
Może w tym całym szaleństwie najważniejszy jest prosty przekaz: Państwo Polskie, przez swoje ustawowe organy, na poważnie zabiera się do likwidacji oczywistych patologii i naruszeń praw osób wykonujących pracę najemną. Tylko tyle, i aż tyle.
Dla nas, inspektorów pracy, szczególnie bulwersujące są artykułowane publicznie przez wielu polityków i ekspertów oskarżenia o chęć niszczenia przez nas polskich przedsiębiorców, jednostronnymi, arbitralnymi decyzjami uzależnionymi od woli „jakiegoś urzędnika” – czyli organu PIP. Tak, jakby inspektorzy pracy (czy PIP jako organizacja) byli autorami proponowanych rozwiązań, a może nawet mieli w tym jakiś niecny interes.
Po raz kolejny wskazujemy, że autorem projektu nowelizacji ustawy o PIP było i jest Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Żale i zarzuty powinny być kierowane wyłącznie pod tym adresem. To tak na marginesie. I broń Boże! – oczywiście do tego nie zachęcamy.
Co do inspekcji pracy – to sprawa jest prosta. Rolą PIP jest po prostu wykonanie woli suwerena czyli ustawodawcy. Tylko tyle – i aż tyle. I z mniejszym lub większym wdziękiem, PIP wywiąże się z kolejnego – mniej lub bardziej szczęśliwego zapisu w „swojej” ustawie. I w opisanych realiach stanowisko PIP w tej sprawie powinno się zamykać się w tym krótkim i oczywistym stwierdzeniu.
Zapewne, po politycznych targach nowelizacja ustawy o PIP zostanie przez Sejm z jakimiś zmianami, dotyczącymi np. zniesienia natychmiastowej wykonalności i nie działania nakazu „wstecz”, sprecyzowania drogi sądowej procedury odwoławczej, może sprecyzowania praw strony (w kontekście wyrażenia woli „przekształcenia umowy”) itp. Czy Prezydent tę ustawę podpisze – to już oddzielna kwestia.
W każdym razie każda z opcji politycznych, czy też każdy z rozgrywających na scenie politycznej, finalnie na tej awanturze coś dla siebie ugra, oznajmiając wszem i wobec , (a tak naprawdę swojemu elektoratowi), o uratowaniu polskich przedsiębiorców / o skutecznej ochronie praw pracowniczych* (wybierz właściwe).
Bez wątpienia zdecydowaniem lepszym i rekomendowanym rozwiązaniem winno być wprowadzenie w kodeksie pracy instytucji domniemania istnienia stosunku pracy, doprecyzowanie definicji stosunku pracy, a także pełne „ozusowanie” wszystkich umów na zlecenia i tym podobnych konstrukcji dotyczących de facto pracy najemnej. Mamy wrażenie (może znowu nazbyt optymistyczne ), że w klasie politycznej i organizacjach pracodawców dojrzewa właśnie świadomość konieczności podjęcia właśnie takich działań. Duży wpływ na to powinno mieć zobowiązanie Polski do wdrożenia tzw. „dyrektywy platformowej” – od czego nie da się w żaden sposób uciec. Zapobieganie naruszeniom prawa pracy, czy też ekonomiczna nieopłacalność zawierania „pseudolegalnych” umów cywilnych jest niewątpliwie drogą lepszą i bardziej skuteczną, niż późniejsze przekształcanie tych umów w umowy o pracę w ramach żmudnego i nie dającego żadnej gwarancji sukcesu postępowania administracyjnego.
Czy w wytworzonej w ostatnich miesiącach atmosferze braku zaufania do organów Państwowej Inspekcji Pracy (skupiającej wszak „jakichś urzędników”, działającej „samowolnie”, „destrukcyjnie” „przesadnie uprawnionych” i o zgrozo! bez „zapytania o zgodę ”!) – jakiekolwiek wprowadzone rozwiązania okażą się skutecznym narzędziem, oczekiwanym przez osoby, które świadczą pracę na podstawie nielegalnych umów cywilnoprawnych?
Naszym zdaniem, niestety, nie. Sprawy zaszły już chyba zbyt daleko.
Przy okazji tej medialnej „dyskusji” doprowadzono do skrajnego i bezprecedensowego uprzedmiotowienia Państwowej Inspekcji Pracy jako instytucji i poważnego podmiotu w stosunkach prawnych – czego skutkiem może być znaczne osłabienie odbudowywanego mozolnie (także przez nasze Stowarzyszenie) autorytetu PIP.
Pewnie trzeba by się wyciszyć i zacząć na poważnie „od początku”. Nie ograniczając się wyłącznie do realizacji owego , traktowanego jako wartość nadrzędna, „mitycznego” kamienia milowego. I powrócić do wartości, które przyświecały twórcom prawodawstwa pracy w Polsce, ojcom-założycielom Państwowej Inspekcji Pracy, autorom encyklik Rerum Novarum i Laborem Exercens, czy do najpiękniejszego chyba polskiego marzenia – idei Solidarności.
Czego życzymy w Nowym Roku zarówno rządzącym jak i sobie.
aktualizacja 17.01.2026 r